EWOLUCJA
RADICALZZ

CZEŚĆ, MAM NA IMIĘ JOANNA
& stworzyłam radicalzz od zera

Postawiłam sobie za życiową misję zredefiniowanie naszej relację z technologią oraz zmniejszenie jej negatywnego wpływu na środowisko. Nie zamierzam jednak tej rewolucji prowadzić sama, tylko grupa ma moc aby stać się początkiem wszystkiego.

Jeden człowiek nie jest w stanie osiągnąć wiele. Grupa z dobrym i mocnym liderem jest w stanie osiągnąć wszystko.

Moją rolą w tej rewolucji jest nadanie jej odpowiedniej formy, kierunku oraz praca nad budową i demokratyzacją narzędzi, które umożliwią nam wyjście z zapaści i stopniowe uwalnianie się z uścisku systemu.

Historia, którą zaraz przeczytasz jest moją legitymizacją •

ROZDZIAŁ #1: POCZĄTEK

OD CZEGO TO WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO?

Od ogromnych zasobów wyobraźni i kreatywności oraz jeszcze większego braku zgody na panujący system i rosnącego w związku z tym buntu.

Ale dopiero dwa lata temu udało mi się nadać tym siłom odpowiedni kierunek.

WGNIECIONA W ZIEMIĘ

Dokładnie dwa lata temu zostałam zwolniona ze stabilnej pracy, w wielkiej korporacji. Praca marzenie każdego studenta SGH (skończyłam filozofię), spokój ducha wszystkich rodziców z wisienką na torcie w postaci umowy o pracę.

Przeczuwając, że może się to wydarzyć zaczęłam sobie przygotowywać tylne wyjście, którym mogłabym po cichu uciec, a drzwi te otworzyć miał mi Volkswagen Future Design Studio w Poczdamie i etat w zespole projektowym samochodu bezzałogowego.

Nie przewidziałam jednak, że sprawy potoczą się tak szybko, a z Deloitte zwolnią mnie tego samego dnia, kiedy otrzymam z Niemiec informację o tym, że odpadłam z ostatniego etapu rekrutacji. Podwójna porażka, która wgniata Cię w ziemię bardzo boleśnie i głęboko.

Co wtedy robisz?

Wkurwiasz się w pierwszej kolejności na siebie, później na korporacje, masz poczucie, że tracisz grunt pod nogami, a rodziców utrzymujesz w przekonaniu, że wszystko jest w porządku.

Daje Ci to też do myślenia jak bardzo nie pasujesz do systemu, utartych reguł, które potrafią być krzywdzące i nie przewidują sytuacji wyjątkowych, a jedynie unifikują •

CO DALEJ?

Lecąc na ogromnym wkurwie na korporacje postanowiłam zmienić na chwilę grupę odbiorców swoich starań, padło na dzieci. Zawsze miałam z nimi dobry kontakt, widziałam też jak bardzo krzywdzi je obecny system edukacji.

Co więcej, dzięki pracy w Deloitte miałam pełen dostęp do raportów na temat przyszłości rynku pracy, wiedziałam więc w jakim kierunku zmierza świat i z jakimi problemami borykać się będą najmłodsi, aby się w tej przyszłości odnaleźć. Wszechobecna krótkowzroczność oraz zakotwiczenie w tym co już było hamuje rozwój i umiejętności adaptacyjne dzieci.

Moją odpowiedzią na ten problem było stworzenie autorskiego curriculum pod nazwą “projektowanie przyszłości”. Bardzo ważną rolę w procesie tworzenia jego założeń miał wykład Chrisa Andersona "The New Industrial Revolution" ,który opowiadał o tym jak Maker Movement jest w stanie zmienić świat.

Założenia tego ruchu spisane są w manifeście, zagłębiając się w niego zauważyłam, że każdy z jego punktów idealnie nakłada się na kluczowe umiejętności przyszłości, które należy rozwijać u dzieci, aby przystosować je do zmieniającego się świata przyszłości.

Wykład Chrisa uświadomił mi, że mamy już gotową infrastrukturę, narzędzia, teraz trzeba to wszystko jedynie ułożyć w proces i zdemokratyzować.

MAKERS IN THE MAKING

Dzieciaki zaczynały semestr od otrzymania podręcznika do empatyzacji, który również sama dla nich stworzyłam.

Narzędzie to miało im pomóc zdefiniować problem w ich otoczeniu lub taki, z którym same się borykają. Okazało się, że najczęstszym problemem jest rodzeństwo, które bije więc i na to próbowaliśmy znaleźć jakieś rozwiązanie.

Następnie zebranym obserwacjom i pomysłom nadaliśmy fizyczny kształt poprzez stworzenie prototypów. Aby nauczyć dzieciaki przystosowania się do zmiennych warunków pracy, po naszkicowaniu koncepcji poprosiłam je żeby stworzyły listę zakupów, które będą im potrzebne do realizacji prototypów. Znalazły się na niej najrozmaitsze prośby. Kilogramy brokatu, dwa telewizory, na których można wyświetlać hologramy , noktowizor.

Na kolejnych zajęciach dzieciaki zamiast wszystkich rzeczy otrzymały dostęp do narzędzi, surowych materiałów, odpadów i dostały zadanie wykorzystać swoją wyobraźnię i zbudować swoje projekty od zera.

Większość z nich po raz pierwszy w życiu trzymała pistolet na gorący klej, lutownicę czy wiertarkę w rękach. Wszystko odbywało się w bardzo nieporadny sposób, ale chęć nauki i zdobycia doświadczania była ogromna, dlatego zaraz po budowie prototypów zabraliśmy się za edukację z podstaw konstruowania.

Piłowaliśmy, lutowaliśmy, kleiliśmy, kroiliśmy, projektowaliśmy proste układy scalone, napędzaliśmy silniczki energią słoneczną (to akurat nigdy nie zadziałało, bo na sali było za mało światła i był środek zimy).

Kiedy każdy wiedział w czym jest dobry i jaka umiejętność sprawia mu najwięcej przyjemności zabraliśmy się za projekt grupowy - miasta przyszłości.

Dlaczego miasta? Ponieważ miały one stanowić manifestację tego jak dzieciaki widzą przyszłość i jakie mają wobec niej oczekiwania. Na makietach pojawiło się więc dużo zieleni, parki zabaw, miejsca do spotkań, kina i więzienie. Dlaczego więzienie? Ponieważ tak na dzień dzisiejszy widzą i czują się w szkole.

Warsztaty okazały się totalnym hitem. Dzieciaki podczas każdego spotkania szalały z radości, do tego stopnia, że raz jeden chłopiec przestawił wskazówki zegara o jedną godzinę do tyłu, żeby zajęcia trwały dłużej.

Od rodziców dostawałam zdjęcia z listami zakupów, które rosły po każdych zajęciach o nowe prośby, a na gwiazdkę w listach do świętego Mikołaja najczęstszym życzeniem były pistolety do kleju •

IDEA LECI W ŚWIAT

Oprócz samej radości dzieciaków jeszcze mocniejszym dowodem, na to że kierunek w którym idę jest właściwy było zaproszenie na konferencję UNESCO do Indii.

W ramach call for proposals wysłałam skrócony opis curriculum zajęć, które prowadziłam w Warszawie. Koncept bardzo się spodobał organizatorom i zostałam zaproszona, aby przedstawić go przed międzynarodową publicznością.

Wykorzystując możliwie najmocniej jak się da fakt, że los rzucił mnie do Indii, postanowiłam przedłużyć pobyt i zrobić sobie zasłużone wakacje podczas, których nabiorę dystansu oraz wrócę z gotowym pomysłem na to co robić dalej •

ROZDZIAŁ #2: WARTOŚCI

PRACA W REKLAMIE ZABIŁA MOJE WARTOŚCI

Zaczynając swoją ścieżkę zawodową w agencjach reklamowych wydawało mi się, że będzie to dla mnie idealne miejsce, tam przecież pracują sami kreatywni ludzie.

Szybko jednak zauważyłam, że są to wydmuszki bez wartości i fabryka obietnic, które jedynie powodują, że ludzie chcą kupować więcej. Rynek reklamy to nic innego jak tworzenie i generowanie sztucznych potrzeb oraz obietnic pewnego rodzaju lifestylu, na którą się godzimy poprzez zakup produktów, które tak na prawdę nie mają z tym nic wspólnego.

Swój romans z reklamą zakończyłam wnioskiem, że marketerzy powinni mieć prawny zakaz prowadzenia badań, ponieważ to umożliwia im zdobycie wiedzy na temat zachowań i motywacji ludzi, a takie dane powinny być wykorzystywane jedynie w dobrych celach •

INDIE

Będąc w Indiach to co najmocniej mnie uderzyło to ogrmona dysproporcje społeczne. Co więcej, wszystkie trendy wskazują na to, że będą się one jeszcze mocniej pogłębiały.

Z jednej strony dzieci żyjące na ulicach, a z drugiej targi diamentów dla najbogatszych. Zrozumiałam wtedy, że jedyną słuszną drogą jest zrównoważenie rozwoju.

I to był moment, w którym zdecydowałam, że u podstaw mojej działalności stać będą Cele Zrównoważonego Rozwoju •

AUSTRALIA

Kolejnym etapem mojej podróży była Australia. Spędziłam tam kilka dni na wyspie, na której żyją zabawne zwierzęta - Quakas. Są to gryzonie, które niczego się nie boją, co więcej uśmiechają się. Z czego to wynika?
Mieszkając na wyspie nigdy nie miały styczności z jakimkolwiek predatorem, w związku z tym nie czują zagrożenia wobec nikogo.

Niesamowicie otworzyło mi to głowę, pokazując jak bardzo ekosystem, w którym żyjemy ma na nas wpływ i nas kształtuje.

W tym momencie założyłam, że rozwiązania które będę wprowadzać do świata muszą działać w ramach całych systemów, nie mogą być fragmentami oderwanymi z kontekstu, ponieważ to odbiera im sens i możliwość wprowadzania realnej zmiany •

HONG KONG

Ostatnim punktem podróży był Hong Kong. Tam doświadczyłam miksu przyszłości z przeszłością. Wielkie wieżowce, rozwinięta architektura, która pnie się wysoko do góry z racji ograniczonej powierzchni na wyspie (to miasto ma średnią największą gęstość zaludnienia na świecie), a z drugiej strony stare świątynie i kultura Chin.

Hong Kong jako miasto powstał na bazie traktatu kończącego pierwszą wojnę opiumową. Stał się pomostem pomiędzy światem zachodu a komunistycznymi Chinami.

Historycznie Chiny za panowania dynastii Tanga stały się największym mocarstwem świata, a stworzone wówczas wzorce zostały przejęte przez kraje ościenne (Korea, Japonia). Szerokie kontakty ze światem poza chińskim oraz korzystna sytuacja polityczna i gospodarcza stworzyły dogodne warunki rozwoju nauki i kultur.

I to właśnie w Hong Kongu, który jest ucieleśnieniem miksu kulturowego stworzyłam język wizualny Radicalzz, który jest niesłychanie istotnym elementem kultury, którą buduję •

GIVE IT A NAME

Dlaczego Radicalzz? Jest to forma uznania dla Radical Design Movement, który powstał na pokłosiu włoskiej tradycji architektonicznej. Jego korzenie sięgają do profesora Leonardo Savioli. Pod jego kierunkiem studenci posiadali pełną swobodę opowiadania się za odejściem od przeszłości, a ich praca koncentrowała się na proponowaniu radykalnie nowych sposobów życia. Wypracowane wizje stanowiły jawne zerwanie z wyrzeczeniami, które charakteryzowały lata powojenne we Włoszech.

W konsekwencji, the Radical Design movement wychował całą rzeszę architektów, którzy krytykowali tradycyjne metody planowania. Grupa ta przyjęła wyraźnie spekulatywne podejście do krytyki architektury miast jak również przewidywaniu ich przyszłości.

Samo słowo Radical, jest dosyć generyczne, więc ciężko byłoby odnaleźć mnie w sieci, dlatego dodałam na końcu podwójne "zz". Dzięki czemu nigdy nie musiałam płacić za kampanie AdWordsowe, które ułatwiłyby odnalezienie mnie w wynikach wyszukiwania •

ROZDZIAŁ #3:
PIERWSZE KROKI NAPRZÓD

PEŁNA WIARY I NADZIEI WRÓCIŁAM DO WARSZAWY

Dosłownie chwilę po włożeniu polskiej karty SIM do telefonu odezwała się do mnie znajoma z propozycją dołączenia do projektu, i to całkiem atrakcyjnego bo był to raport i analiza trendów, czyli dokładnie to na czym chciałam się skupić swoją działalność.

Wszystko przebiegło sprawnie i bardzo przyjemnie do tego stopnia, że jak przedstawiłam jej swoją wizję, postanowiłyśmy podjąć się wspólnie jej realizacji. Wiele nas różniło, ale jeszcze więcej łączyło. Udało nam się oczarować kilku klientów, wysłać oferty, ale z reguły odbijały się one w eter i nic konkretnego z tego nie wychodziło.

Nasza współpraca zakończyła się po 9 miesiącach. Każda z nas miała jednak trochę inne wizje tego gdzie chce zmierzać.

Na zakończenie wspólnej podróży usłyszałam, że “czuję, że to tam jest, ale widzę to za mleczną szybą”. W pierwszym momencie niesamowicie mnie to zabolało, ale później tylko zmotywowało do tego, żeby się nie zatrzymywać i prowadzić swoją misję tak, aby ludzie nie mieli problemu z odczytywaniem tego co mam im do powiedzenia •

POTRZEBNA EDUKACJA!

Odbijając się od drzwi najróżniejszych klientów szybko zauważyłam, że większość z nich nie rozumie o czym do nich mówię, więc jak mogłam od nich wymagać żebyśmy wspólnie zaczęli cokolwiek budować.

Potrzebna była edukacja i to taka gruntowna, od podstaw. Tak narodziła się potrzeba powołania do życia radicalzz institute, jednostki, która zajmuje się poszerzaniem świadomości.

Pod parasolem Instytutu rozpoczęłam organizować wydarzenia o nazwie Designing The Future. Głównym celem spotkań było pokazanie, w jaki sposób technologie wpływają na rozwój poszczególnych obszarów naszego życia. Starałam się pokryć tematy, o których mało się mówi, ale składają się na integralną całość tego kim jesteśmy •

SEX

Pierwsze spotkanie poruszało temat najprzyjemniejszej czynności jaką możemy wykonywać jako ludzie - sex.

Skok rozwojowy podczas Rewolucji Przemysłowej wpędził nas w pęd i konieczność produkcji na masową skalę, co w dalszej konsekwencji doprowadził do tak zwanej histerii kobiet, która leczona była ręcznie przez lekarzy, tak aby doprowadzić do orgazmu i ujścia napięcia. W momencie kiedy lekarze przestali się “wyrabiać” proces ten został zautomatyzowany, a na rynku pojawiły się wibratory.

I to był pierwszy moment kiedy technologia oddzieliła nas od siebie - zamiast stymulować się seksualnie z partnerem, zaprosiliśmy do swojej sypialni maszynę.

Sama doskonale wiem jak ciężka jest to decyzja, kiedy trzeba wybrać pomiędzy wieczornym wyjściem ze znajomymi, a spędzeniem tego czasu pod kocem, z jointem, pizzą i ukochanym wibratorem.

Kiedyś nie mieliśmy takich możliwości, kiedyś trzeba było po to wszystko wychodzić z domu i funkcjonować w społeczności aby to uzyskać.

Podczas wykładu przedstawiłam szeroki obraz tego w jaki sposób wibratory rozwijały się razem z najnowszymi osiągnięciami świata nauki, takimi jak lateks czy rozwiązania soniczne.

Następnie analizując trendy oraz najnowsze technologie zastanawiałyśmy się wspólnie w jakich obszarach w swoim życiu widzimy te rozwiązania. Na spotkaniu pojawiła się również Pani Seksulog, która na wydrukowanym w 3D modelu łechtaczki przedstawiała nam jak należy ją poprawnie stymulować.

Spotkanie zakończyłyśmy warsztatem podczas, którego prototypowałyśmy zabawki seksualne przyszłości, przecież jeśli chcesz tworzyć przyszłość musisz nadać jej fizyczną formę! Bardzo ucieszyło mnie, że większość rozwiązań pomagała we zbliżeniu z partnerem •

KULTURA

Kolejnym tematem, który wzięłam na warsztat była kultura, a konkretnie muzyka.

Mocno wierzę w to, że ma ona niesamowitą moc wpływu na nasze emocje i związaną z nimi pamięć więc stymuluje to w jaki sposób postrzegamy świat.

Wykład przedstawiał jak technologia zredefiniowała model biznesowy rynku muzycznego. Wielkie wytwórnie zaczęły budować ikony popkultury oraz nadawać ich działaniom światową skalę, doszło do kapitalizacji talentów.

Z drugiej strony rozwój internetu pozwolił niezależnym artystom promować się na własną rękę, co zdecentralizowało kapitał. Niestety najwięcej pieniędzy zarabiają aktualnie na nich platformy streamingowe, które pod przykrywką dostępu płacą artystom groszowe stawki za ich pracę twórczą.

Wykład zakończony był panelem dyskusyjnym z przedstawicielami przemysłu muzycznego, którzy wypowiedzieli się na temat wiodących trendów oraz możliwych scenariuszy ich rozwoju •

ŚMIERĆ

Kolejnym tematem była śmierć. Przecież każdy z nas umiera i jest to integralna część naszego życia.

Aktualne zdobycze najnowszych technologii pozwalają nam wpływać na warunki oraz długość naszego życia, powstają też koncepcje takie jak Avatar 2045. Z drugiej strony, obecna forma pochówku jest bardzo niezrównoważona, baseny formaliny oraz sztuczne kwiaty na nagrobkach generują odpady, za które później nikt nie bierze odpowiedzialności.

Tym razem aby pokazać wszystkim, że życie i przyszłość to suma naszych wyborów, wykład podzielony był na części, po każdej z nich publiczność decydowała w jakim kierunku ma być poprowadzona opowiadana historia. Formuła okazała się niezwykle angażująca, w końcu udało mi się zerwać z jednostronną formą interakcji z publicznością i włączyć ich w cały proces •

CANNABIS

Po śmierci przyszedł czas na narkotyki. Są ludzie, którzy lubią je bardziej, ale też tacy, którzy lubią je mniej. Wszystkich nas łączy jeden fakt, każdy z nas próbował jakiś narkotyków przynajmniej raz w życiu.

Ja podczas swojego wykładu postanowiłam się skupić na tych miękkich, pochodzących całkowicie z naturalnych źródeł i takich, które każdy z nas może hodować sam, nie krzywdząc przy tym nikogo.

Wydarzenie odbyło się w tajemniczej lokacji na dachu z jednego warszawskich budynków. Moim priorytetem było zapewnienie gościom pełnej dyskrecji, bo przecież taki wykład nie może odbyć się bez degustacji.

Celem spotkania było przedstawienie zarysu historii Cannabis oraz jaką mistyczną rolę pełniła ta roślina w historii najróżniejszych kultur, ale jak z czasem została wyplewiona przez lobby  papiernicze, tytoniowe oraz alkoholowe. Dziś dzięki zdobyczom nowych technologii mali przedsiębiorcy mogą szybko reagować na zmiany i regulacje rynku i dzięki temu prześcigać wielkie koncerny.

Event na dachu zakończył się teleturniejem wiedzy na temat jarania, grupa zwycięzców odpaliła ćwierć metrowego jointa, którego następnie wszyscy spaliliśmy w radości i pokoju •

EDUKACJA

Kolejnym temat był mi bardzo bliski - edukacja. Będąc świadoma tego jak wygląda obecny system i jak bardzo krzywdzący jest dla przyszłych pokoleń przygotowałam wykład, na który zaprosiłam najbardziej zainteresowanych - dzieci.

Mimo moich szczerych chęci pojawia się ich tylko trójka, całe szczęście z rodzicami, którzy zabrali ze sobą również swoich znajomych.

Kluczowym wnioskiem, z którym chciałam pozostawić uczestniktów było wskazanie jak system edukacji stworzony w trakcie rewolucji przemysłowej zunifikował nasz sposób myślenia i zabił indywidualność oraz nie pozostawił przestrzeni na rozwój kluczowych umiejętności przyszłości •

JEDZENIE

Szóstym i chyba najcięższym odcinkiem w ujęciu fizycznym, psychicznym oraz finansowym była przyszłość jedzenia.  Bardzo zależało mi na tym, żeby uczestnicy tym razem zamiast zwykłego wykładu mogli przeżyć całe doświadczenie, więc musiało to być połączone z kolacją!

Istotnym partnerem tego wydarzenia były moje znajome, które prowadzą znaną knajpę w Warszawie.

Całość była dużym wyzwaniem pod kątem fizycznym, z racji ograniczonego budżetu większość rzeczy trzeba było wykonywać samemu. Zaczynając od zaprojektowania konceptu całego wydarzenia, poprzez jego produkcję, czyli wieszanie, drukowanie, sprzątanie, układanie no i sprzątanie.

W sumie w przestrzeni wydarzenia spędziłam 72 godziny bez snu. Dopiero po fakcie zdałam sobie sprawę z tego na jak duży projekt się rzuciłyśmy.

Każda z nas miała odmienne spojrzenie na to jak to wszystko powinno zostać przeprowadzone, co ciężko nam było wyartykułować, w związku z tym znaleźć pole do kompromisu.

To było chyba pierwsze wydarzenie z serii, na którego koniec się cieszyłam. Organizacja całości, mimo że wydarzenie było biletowane, pociągnęło za mną też konsekwencje finansowe. A wszyscy wiemy, że nie śpi i funkcjonuje się dobrze z taką świadomością.

Dużym zaskoczeniem dla mnie było, kiedy widziałam jak na wypracowanym wspólnie koncepcie dziewczynom udało się podjąć współpracę przy dużym Festiwalu gdzie przeprowadziły po raz kolejny kolację, ale już z większym przytupem, bo pozwolił na to budżet. Realizując przy tym wspólnie wypracowane pomysły, na których realizację przy naszych działaniach zabrakło czasu.

Kolejnym zaskoczeniem był moment kiedy zauważyłam, że na pokłosiu tego wydarzenia dziewczynom nawet udało się powołać do życia studio, które zajmuje się food experience, a pamiętam jak dziś jak mi wykrzykiwały, że ludzie nie rozumieją tego pojęcia i że to jakaś ściema.

Przełknęłam czarę goryczy dosyć szybko, bo zrozumiałam, że nasza współpraca je po prostu pchnęła w zupełnie inny tor myślenia i poszerzyła świadomość rozumienia pewnych kwestii.

Podczas tego odcinka nauczyłam się też, że jeśli chcemy stworzyć coś na prawdę perfekcyjnego uwaga nie powinna być rozproszona na zbyt wiele różnych obszarów.

Ponieważ usłyszałam od kilku osób, że wykład który przeprowadziłam miał zbyt mało smaczków związanych z samym jedzeniem, wiedziałam, że do takiego niedopatrzenia nie mogę doprowadzić przy następnych edycjach. Wyciągając nauczkę postanowiłam kolejne wydarzenie przygotować we współpracy ze specjalistą, który pomógł mi przygotować kolejny temat - przyszłość Gender, czyli tego w jaki sposób postrzegamy siebie jako ludzi •

GENDER

Do współpracy zaprosiłam polską artystkę queerową z Montrealu, z którą wspólnie na Skype omawiałyśmy czym tak na prawde jest gender. Rozwiałyśmy też wszelkie wątpliwości jeśli chodzi o terminologię. Głównym powodem ignorancji jest brak wiedzy, tak więc od podstaw wyjaśniłyśmy czym różni się transeksualizm od transgenderyzmu oraz jaką definicję ma biseksualność.

Po analizie stanu zastanego przedstawiłam w jaki sposób technologie nadają skali krzywdzącym zjawiskom takim jak dysktyminacja na tle seksualnym czy rasowym.

Zdobycze sztucznej inteligencji w dużej mierze tworzone są przez białych ludzi, przez co ich egocentryczny sposób postrzegania świata ma wpływ na duże grupy ludzi narzucając im jeden model, do którego powinni się przystosować zamiast uczyć celebrować różnorodność i cieszyć się z tego, że wszyscy w gruncie rzeczy jesteśmy tacy sami - wszyscy jesteśmy ludźmi.

Wszystko odbyło się w walentynki, w dniu w którym celebrujemy miłość czyli najpiękniejsze uczucie, które ma ogromną moc sprawczą •

SOLAR PUNK

Przedostatni odcinek, czyli Solar Punk, w całości poświęcony był energii i jej źródłom. Możliwość samodzielnego wytwarzania energii w takich ilościach, aby stać się całkowicie samowystarczalnym jest w aktualnym systemie bardzo utrudnione.

Solar Punk jest wizją przyszłości, która w pozytywny sposób przedstawia jak zmieniła się nasza relacja z technologią i zamiast nieustająco zgadzać się na to, aby być jej podwładnym możemy ją wykorzystać do realizacji swoich potrzeb, co w konsekwencji pozwoli nam wrócić do symbiozy z naturą.

Aby pokazać, że takie życie i funkcjonowanie ma sens, wydarzenie zorganizowałam w domku, który produkuje więcej energii niż jest sam w stanie wykorzystać. Niestety z racji obowiązujących praw, nie może odsprzedać jej nadwyżki •

TECHNOLOGIE

Cała seria zakończyła się pokazaniem tego jak wyglądać będzie przyszłość interakcji człowieka z maszyną.

Przy opowiadaniu o przyszłości jestem wielką fanką cofania się do przeszłości, co pozwala na lepsze zrozumienie kontekstu oraz wychwycenia patternów, jak zmiany ekonomiczne, polityczne czy społeczne wpłynęły na to jak kształtowało się dane zjawisko.

Aby zbadać jaka przyszłość czeka technologie, podczas spotkania na temat HCI pojechaliśmy do Muzeum Apple. Łączyło się z to z wycieczką autokarową, podczas której miałam przeprowadzić wykład, ale pierwszy raz w życiu zabrakło mi głosu. Wiedziałam, że to ostatnie wydarzenie i strasznie ciężko mi było cokolwiek z siebie wydusić.

Do całej serii włożyłam tyle serca, energii i samej siebie, że jej zakończenie było dla mnie niesamowicie przytłaczające. Wiedziałam też, że koniec oznacza początek czegoś nowego, więc doszedł do tego wszystkiego lęk przed nieznanym •

REZULTAT?

Całe seria była strzałem w dziesiątkę. Przyniosło mi to masę nowych i wartościowych znajomych, napędziło pierwsze projekty, ale co ważniejsze zaproszenia na kolejne wydarzenia oraz prelekcje i warsztaty.

W samym 2018 roku wygłosiłam prawie 30 wykładów. Największym osiągnięciem były dla mnie konferencja IAM w Barcelonie, El Pais w Madrycie, The Next Web w Amsterdamie oraz nasze rodzime Element Talks.

W 2019 ta liczba już się zmniejszyła, ponieważ pojawiły się projekty komercyjne, ale radicalzz on tour zamknęłam w Indiach z UNESCO.

2020 rok udało mi się otworzyć w New Delhi, gdzie przeprowadziłam warsztat dla zespołu UNESCO MGIEP, oraz w Johannesburgu gdzie szkoliłam Młodych Afrykańskich Liderów i dzieliłam się swoją wiedzą, o tym jak budować modele biznesowe, wszystko przy wykorzystaniu kart Futuro.

Ale o samym Futuro opowiem więcej w kolejnym rozdziale •

ROZDZIAŁ #4: NARZĘDZIA NIOSĄ ZMIANĘ

JAK SKALOWAĆ SWÓJ SPOSÓB MYŚLENIA

Rozpoczynając swoją działalność w oparciu o usługi, wiedziałam, że łączyć się to będzie z zasadniczym problemem - ciężko jest zeskalować samą siebie i swój sposób myślenia. Klienci szybko przyzwyczajają się do frontmana i oczekują Ciebie przy każdym projekcie.

Cały czas kiełkowała we mnie myśl co mogę zrobić żeby sprytnie zmultiplikować swój sposób myślenia.

W kulturze ezoteryki, mówi się że karty odzwierciedlają Twój umysł. Postanowiłam więc zaprojektować własną talię i nauczyć w nią grać ludzi  •

FUTURO

Futuro to gra karciana, która demokratyzuje wiedzę na temat trendów oraz technologii i pozwala wykorzystać ją do budowania zrównoważonych scenariuszy przyszłości.

Pierwszy raz ogłosiłam jej koncept podczas konferencji w Poznaniu, we wrześniu 2018. Zapierałam się, że uda się wszystko wypracować do stycznia 2019, jednak dopiero zaproszenie na The Next Web w maju dało mi deadline, w którym musiałam się wyrobić z realizacją konceptu.

Karty z drukarni dojechały prosto na lotnisko, dwie godziny przed wylotem, ale udało się! Futuro miało oficjalną premierę w Amsterdamie •

TECHNOLOGIE

W pierwszej kolejności edukuje na temat nowych technologii i pozwala zrozumieć ich potencjalny wpływ na Twoje życie w przyszłości.

Jak to osiągnąć? Poprzez metodę bi-asocjacji, czyli połączenia technologii z czymś co na pierwszy rzut oka może nie mieć nic wspólnego - personalną czynnością.

Dlaczego personalna czynność? Bo to jest coś co każdy z nas wykonuje codziennie, ma swoje indywidualne nawyki, w związku z tym i swoje indywidualne oczekiwania.

Połączenie technologii z codziennymi czynnościami pozwala nam spojrzeć na nie z zupełnie innej perspektywy i zacząć się zastanawiać nad ich rolą w naszym życiu.

TRENDY

Kolejnym obszarem Futuro jest edukacja w obszarze trendów.

Podczas rozgrywki zastanawiamy się jak ich rozwój może wpłynąć na nasze życie na poziomie personalnym, dalej na poziomie organizacji oraz w konsekwencji wpłynie to na środowisko (zmiany środowiskowe, polityczne, ekonomiczne, posiadane zasoby)

CELE ZRÓWNOWAŻONEGO ROZWOJU

‍‍
Opowiedziałam Wam właśnie jak wygląda rozgrzewka z Futuro. Teraz przyszedł czas na rozgrywkę.

To jest moment kiedy na stole pojawia się trzecia część talii, czyli SDG. Jaka sama ich nazwa wskazuje, są celami, które musimy osiągnąć do 2030 roku, aby zrealizować agendę zrównoważonego rozwoju.

Gracze w procesie tworzenia scenariusza przyszłości losują jeden z 17 celów, każdy z nich posiada wyzwanie.

Celem gry jest stworzenie scenariusza, który dane wyzwanie rozwiązuje. Tworząc go wykorzystujemy wiedzę o trendach, które stanowią dla nas wskazówkę, drogę którą obieramy do celu, oraz na samym końcu pojawiają się technologie, jako narzędzie które pozwalają nam to wszystko osiągnąć

DEMOKRATYZACJA PROCESU PROJEKTOWANIA PRZYSZŁOŚCI

Long Story short, zależało mi aby pokazać jak zmienić myślenie na temat technologii i zacząć je wykorzystywać jako narzędzie do realizacji celów skupionych na środowisku, a nie odwrotnie tak jak to najczęściej wygląda dzisiaj.

Tworzymy nową technologie, patentujemy i centralizujemy potencjalne zyski, a dopiero później odbywa się proces demokratyzacji i my - ludzie uzyskujemy do niej dostęp, w związku z czym nasze potrzeby zrzucane są na ostatni tor.

Od momentu powstania Futuro przeprowadziłam kilkadziesiąt warsztatów z ich pomocą. Za każdym razem dyskusje rozwijały się w zupełnie innym kierunku, a ilość wygenerowanych pomysłów przekraczała moje najśmielsze oczekiwania.

Przyznam szczerze, że trochę mnie to przytłaczało na początku, mówię  tutaj o uczuciu, kiedy coś tworzysz i widzisz jak to rezonuje z ludźmi i poszerza ich sposób postrzegania świata i myślenia.

FUTURO LECI W ŚWIAT

Najważniejszym wydarzeniem, do którego popchnęło mnie Futuro był wyjazd do Indii na konferencję UNESCO MGIEP. Wydarzenie te odwiedziłam już dwa lata temu, więc miałam na oku co się u nich dzieje. Wysłałam proposal, w którym opisałam czym dokładnie jest Futuro z zamiarem przeprowadzenia tam warsztatu dla grupy 15 osób, organizatorzy zauważyli w tym większy potencjał i poprosili mnie o przeprowadzenie sesji dla wszystkich uczestników podczas otwarcia konferencji.

Tak wyglądała treść zaproszenia, które otrzymałam:

With your selected application for the Theme, we are pleased to invite you to TECH 2019 from 10 - 12 December 2019 in Visakhapatnam, Andhra Pradesh, India. Your expertise in simulating various possible future scenarios for people would set the stage for the ensuing conversations in the course of conference. We also hope it would allow people to understand the interrelatedness of complex phenomenon, technology and our daily life in a playful yet challenging way.

W pierwszym momencie czytałam je z niedowierzaniem kilka razy pod rząd. Zdałam sobie sprawę z tego jaka siła sprawcza drzemie w Futuro i to było dla mnie jak ojcowskie poklepanie po plecach od losu, które mówiło - nie przestawaj i ciśnij stara!

Nie przestałam więc, spakowałam się i poleciałam odwiedzić Indie po raz kolejny i po raz kolejny wizyta w tym kraju poszerzyła moją świadomość postrzegania świata •


ROZDZIAŁ #5:
PIERWSI KLIENCI

PIERWSZE PORAŻKI

Pierwsi klienci przyszli dokładnie pod koniec pierwszego roku działalności. Długo wyczekiwany moment i w związku z tym wielkie oczekiwania.

Co z tego wyszło? Pasmo porażek.

Współpraca z pierwszym klientem wymusiła na mnie rejestrację działalności ze wszystkimi urzędowymi numerami, jak to w ustawach przykazano.

Było to dla mnie nie lada wyzwanie, zwłaszcza, że przez dłuższy czas nie odróżniałam brutto od netto. Pieniądze jakoś nigdy mnie nie interesowały, a wystawianie faktur było dla mnie zawsze jedną z bardziej stresujących czynności, z reguły robiłam to na chybił trafił.

Moja ignorancja w tym temacie pewnie odbije się czkawką i poniesie za sobą konsekwencje, ale z wielką chęcią podejmę się tego wyzwania, chociażby po to aby sprawdzić jak ten system działa od środka i czy są jakieś luki, które pozwalają nam na ucieczkę przed nim.

Pierwszy klient? Zależało mi na projekcie tak bardzo, że pozwoliłam sobie na sytuacje, do których normalnie bym nie dopuściła. Chamskie podteksty na tle seksualnym, maile z zaproszeniami na kolacje, krzyki przez telefon.

Pamiętam kiedy emocje sięgnęły zenitu i daliśmy sobie “ostatnią szansą”, przez noc przygotowałam więc prototyp strony, strategie treści, kilkanaście propozycji wizualnych przy których pomagali mi znajomi (projekt dotyczył stworzenia marki technologicznej) i pełna nadziei poszłam na spotkanie powtarzając sobie “jeśli to się uda będziesz miała zajebiste case study na stronie”.

Kiedy podczas prezentacji zaczęły się chamskie i niemarytoryczne komentarze, stwierdziłam, że nic tutaj po mnie.

Spakowałam swój komputer, uścisnęłam Panom dłonie i wyszłam z kamienną twarzą, ale jak tylko zamknęłam za sobą drzwi nie wytrzymałam i rozpłakałam się.


NIEKOŃCZĄCE SIĘ PASMO PORAŻEK

Kolejny klient? Tym razem mieliśmy stworzyć wizualizację funkcjonalności technologoicznych, pomyślałam sobie, że to będzie idealny moment, żeby wpracować coś w 3D.

Znalazłam niesamowitego artystę, wszystko szło jak po maśle, krok po kroku akceptowaliśmy postępy pracy, najpierw wizualizacje, później rendery w mniejszej jakości, finalne pliki potrzebowały około doby na przeliczenie.  

Proces był żmudny. Niestety okazało się, że klient z którym wspólpracowałam nie był tak na prawdę osobą decyzyjną i w dniu oddania wszystko zostało wyrzycone do kosza, a cały projekt miał zostać wykonać od nowa.

Nie byłam w stanie tego przełknąć. Współpraca nie została sfinalizowana, a zaliczka którą otrzymałam nie była w stanie pokryć wynagrodzenia dla artysty 3D, więc w konsekwencji do tego wszystkiego dopłaciłam z kieszeni, która i tak była pusta •

ŚWIATŁO W TUNELU

Po paśmie porażek, przyszła pora na pierwszego poważnego klienta, międzynarodową szwedzką korporację produkującą meble, słynącą również z klopsików, ostatnimi czasy nawet w wersji wegańskiej.

Radość sięgnęła sufitu, przecież w swoim DNA mają sustainability, które przyświeca i mojej działalności, perfect match, a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.

Dostałam zaproszenie do ogromnego projektu w obszarze gospodarki obiegu zamkniętego, badanie i stworzenie rekomendacji usługi wypożyczania mebli, zamiast ich kupowania. Dałam z siebie przy tym projekcie wszystko, bo jego idea rezonowała z moimi przekonaniami.

Szybko doszło do mnie, że jednak zbudowana została na chęci przygotowaniu się za wczasu do utrzymania wzrostu zysków w momencie kiedy naturalne zasoby zostaną wyczerpane, a nie na ochronie środowiska.

Kolejny projekt, również z tym samym klientem dotyczył badania tego w jaki sposób ludzie dbają o swoje rzeczy.

W momencie oddania wyników badania byłam akurat w Indiach, a pasmo nieszczęść, które sprawiło, że nie mogłam oddać pliku z wynikami było dla mnie zatrważające. Trochę jakby kosmos z każdej strony mówił mi “nie rób tego, to do niczego dobrego nie doprowadzi”.

Wtedy też doszło do mnie, że naprawianie to przecież nasze podstawowe prawo, a dzisiejsze produkty są projektowane w taki sposób, że nam to uniemożliwiają.

Dlaczego więc wielkie firmy mają budować swój kapitał na naszym pragnieniu, aby oszczędzać czy też dbać o swoje rzeczy.

Co więcej, czemu mają sprzedawać nam do tego gotowe zestawy narzędzi, które otworzymy raz do roku, zamiast umożliwiać nam za darmo pożyczanie od sąsiadów, dzięki czemu umożliwiłoby to nam wzmacnianie więzi i budowę społeczności •

COŚ TU NIE GRA

Po drodze pojawiło się kilka możliwości, ale większość z nich nie dochodziła do skutku.

Dużo ludzi zgłaszało się do mnie bo widzieli stronę lub prezentację i chcieli mieć taką samą.

Problem tylko był taki, że strona to było ufizycznieniem mojej wizji i misji, a prezentacje strumieniem i przepływem mojego sposobu myślenia.

Na początku dziwiłam się jak to jest możliwe, że jeśli robię rzeczy w których realizuję elementy swojej misji, wychodzą mi one szybko, sprawnie i bez większych problemów i z dużym efektem wow.

Jeśli natomiast mam stworzyć coś dla klienta moje ręce i kreatywność nagle okazywały się być związane.

Z klientami, czy potencjalnymi partnerami kończyłam współpracę z emocjami większymi lub mniejszymi, ale moje decyzje wynikały głównie z tego, że w głębi czułam, że cel, który im przyświecał, nie był po drodze z tym do czego powołałam swoją organizację •

CZAS SIĘ POŻEGNAĆ

I tak po kolei, w otoczeniu skandali większych i mniejszych rozstałam się świadomie z:

Jedną z większych firm postrprodukcyjnych w Polsce, którą założył polski zdobywca Oscara. Zostałam zaangażowana do zespołu do zadań specjalnych, w którym miałam stworzyć narzędzie warsztatowe do projetktowania przyszłości, w domyśle chodziło o Futuro, ale nie byłam w stanie mentalnie pogodzić się z tym, żeby sprzedać pod czyjąś marką swój sposób myślenia.

Szwedzką marką gigantem odzieżowym, która zaprosiła mnie do przetargu na stworzenie konceptu ich Festiavlu, którego oryginalny model został wypracowany z Coachellą. Zrezygnowałam, po przeczytaniu artykułu, w którym ich CEO zarzekał się, że climate activists are encouraging people to 'stop consuming,' which poses a 'terrible' threat to the fashion industry. Zawiodłam przy tym osoby, które zaangażowałam do projektu jako zespół, ale nie chciałam tracić swojej energii na to, żeby uczynić jakiegoś dupka jeszcze bogatszym.

Największy w tym kraju wydawca, właściciel wielu gazet, które codziennie przewijają się przez ręce polaków. Dostałam zaproszenie, aby stworzyć wizytówkę biura zajmującego się sprzedażą reklam. Próbowałam tam chociaż zapalić zajawkę projektowania w założeniach mniej emisyjnych, ale moje wołania odbijały się od wysokich ścian szklanego budynku ich siedziby na ulicy Czerskiej w Warszawie. Zwinęłam się więc po kilku spotkaniach.

Portal lifestylowy, który stworzył również swojego Avatara. Nie potrafiłam jednak przyjąć tego, że mimo tego, że porusza ważne kwestie jest stworzony głównie do nakręcania budżetów reklamowych, oraz mimo faktu, że piszą dużo o równości i inkluzywności, ich strona nie jest przystosowana dla osób niedowidzących i niesłyszących.

Organizacja z Cambridge, która otworzyła w Warszawie swój oddział i w najwyższym wieżowcu w Europie buduje przestrzeń dla impact enterpises and startup. Szybko połączyłam jednak klocki i zobaczyłam, że ich inwestorem jest właściciel budynku, który chce poprzez innowacje społeczne zwiększyć wartość wieżowca. Nie podobało mi się, że pod przykrywką wsparcia, ktoś nakręca sobie kapitał finansowy jadąc na chęci wprowadzania zmian w świat przez zaangażowanych ludzi. Szybko się więc stamtąd usunęłam.

Po drodze też odpadło mi kilka innych projektów, cały czas zastanawiałam sie co jest ze mną nie tak i dlaczego to się dzieje.

Zrozumiałam szybko, że po prostu tak mocno chciałam pokazać wszystkim dookoła to co mam do zaproponowania, a łącząc to z moim strachem przed odmową, który wynika z tego, że nie chcę kogoś urazić, godziłam się na zbyt wiele, moja doba się znacząco kurczyła w konsekwencji więc przestałam się wyrabiać.

Dom w pewnym momencie traktowałam jak hotel, conajmniej raz w tygodniu zdarzała mi się zarwana noc, albo przespana w biurze. Kiedy miałam dużo pracy, robiłam sobie drzemki na krześle, wiedziałam, że obudzę się mniej więcej po 1,5 godzinie z bólem tyłka, który nie pozwoli mi dalej spać •

RODZIAŁ #6:
BUDZENIE SIĘ

EVERYDAY I AM HUSTLIN

Dwa lata prowadzenia działalności całkowicie mnie przytyrały. Nie wiem dlaczego, ale postanowiłam przeprowadzić to klasyczną ścieżką - rejestracja działalności, biuro, zatrudnienie ludzi do pracy.

Jazda bez trzymanki, totalnie nie zdawałam sobie sprawy na co się piszę.

Zamiast skupić całą swoją uwagę i kreatywność na myśleniu i tworzeniu musiałam manewrować z 30 a nawet 60 dniowymi terminami zapłaty i wszystko planować tak, żeby ogarnąć biuro, wypłaty, księgową no i do tego jeszcze własne życie, którego praktycznie nie miałam.

HALO! CZY LECI Z NAMI PILOT?

Nie muszę ukrywać, że przestałam nad tym panować po kilku miesiącach, wszystko mi się rozjeżdżało, a ilość wyżeczeń jakie musiałam ponieść była dla mnie w pewnych momentach wręcz upokażająca.

Zrezygnowałam całkowicie ze wcześniejszego życia na poziomie, a stanęłam przed decyzjami czy w tym miesiącu kupuje sobie krem do twarzy czy opłacam serwer, na którym wisi moja strona.

Weekendy zmuszona byłam spędzać u rodziców, którzy z miesiąca na miesiąc coraz głośniej wyrażali swoje niezadowolenie z tego co ja robię ze swoim życiem, co prowadziło do wielu spięć.

Dwa lata nauczyły mnie jednego - zredefiniowały mój stosunek do pieniędzy całkowicie. Zaczęłam się im przyglądać z zupełnie innej strony, zoabserwowałam do jakiej desperacji potrafi nas zmusić ich brak, ale szybko też zdałam sobie sprawę, że tak na prawdę nie potrzeba ich wiele żeby cieszyć się z życia.

Wszystko to co mogliście obserwować zbudowałam sama, od zera, bez jakiegokolwiek kapitału, projektując materiały na zhakowanym Sketchu, a dostęp do płatnych programów przedłużałam zakładając kolejne fake konta mailowe •

"MY" NIE ISTNIEJE

Fakt jest taki, że za Radicalzz nie stała nigdy grupa futurystów, czy zespół dyrketorów kreatywnych. W szczytowym momencie było nas 3, ale trwało to tylko przez 2,5 miesiąca. Na spotkaniach, zawsze mówiłam per “my” , ale tylko po to żeby dać klientom poczucie, że siedzi za mną grupa, która jest wsparciem.

A fakty był taki, że zaraz po spotkaniu wracałam do biura i sama wszystko planowałam i ogarniałam.

Wszystkie prezentacje, które wygłaszałam również przygotowywałam sama. Zaczynając od konceptu poprzez projekt graficzny i elementy interkatywne. Do tego miałam fiksacje, że nie chcę wygłaszać takiej samej prezentacji dwa razy, więc za każdym razem starałam się przygotować jakiś unikatowy element, co z reguły zabierało bardzo dużo czasu.

Wszystkie paczki z Futuro, również pakowałam osobiście, do każdej dodając karteczkę z ręcznie wypisanymi podziękowaniami.

Przykładałam się jak mogłam do każdego elementu, miałam w tym wszystkim jakąś osobistą fiksację żeby nie sprzedać ludziom bańki, czułam się odpowiedzialna za to co podpisuję Radicalzz. Dopiero po czasie zrozumiałam, że fiksacja ta była moimi lękami, które wynikały z braku pewności siebie i tego czy jestem wystarczająca dobra do tego żeby pchać ten ruch do przodu. Zamiast odszukać tej wartość w samej sobie, starałam się ją znaleźć w oczach innych.

A jak najłatwiej to osiągnąć? Wtedy wydawało mi się, że legitimizując się pracą z wielkimi korporacjami i zagranicznymi wydawcami, co bardzo szybko udało mi się osiągnąć. Moja praca została dostrzeżona przez: WGSN, El Pais, The Next Web czy Trend Watching.

Zapomniałam jednak, że kluczowa jest idea i to co za sobą niesie oraz jak rezonuje z ludźmi, a nie jakie marki do siebie przyciąga •

ROZDZIAŁ #7:
POCZĄTEK KOŃCA

KAŻDY KONIEC JEST POCZĄTEKIEM CZEGOŚ NOWEGO

Początkiem końca były moje urodziny, które urządziłam w maju. Nie było to oczywiście zwykłe przyjęcie, postanowiłam je zorganizować w stylu low-techowym, to znaczy jakim? Takim, że każdemu zabierałam telefon na wejściu, który wkładałam do podpisanej koperty, zaznaczając, że wszelkie zdjęcia i publikacje w social mediach zabronione.

Jak poszło?

Dwie osoby nie wytrzymały i nagrały filmiki na Insta Stories, jedna osoba podeszła do mnie i chwytając za rękaw ze strachem w oczach powiedziała: “musisz nam oddać te telefony”.

Jeden chłopak nie mógł się dodzwonić, a mimo jasnej instrukcji opisanej na wydarzeniu nie był w stanie znaleźć wejścia, więc wrócił do domu (selekcja naturalna),

Jedna dziewczyna nie zgodziła się oddać telefonu powołując się na prawo do nietykalności.

Przechodząc przez korytarz usłyszałam rozmowę z kuchni “ona jest nienormalana zabrała nam telefony …”, w którą oczywiście się włączyłam tłumacząc po co to wszystko się odbywa.

Doszło do mnie, że skala uzależnienia od technologii jest ogromna, a problem rzeczywiście istnieje, ale doświadczenie go na własnej skórze był dosyć przerażające i poczułam, że natychmiast trzeba coś z tym zacząć robić •

GWÓŹDŹ DO TRUMNY

Kolejnym elementem, który przyczynił się do początku końca była konferencja, na którą zostałam poproszona o przeprowadzenie wykładu otwartego oraz wystąpienie jako host ceremonii.

Do sprawy podeszłam na poważnie! Na wydarzeniu miało się pojawić prawie 2 000 osób.

Plan był następujący: na prezentacji opowiadam o przyszłości projektowania graficznego, ale zamiast podawać konkretne wskazówki, mówię, że przyszłość to odpowiedzialność i świadomość wpływu naszych cyforwych działań na środowisko.  

Przedstawiam Futuro jako metodologię, którą można wykorzystać to tworzenia odpowiedzialnych rozwiązań, a jeśli komuś się spodoba można było ją odrazu zakupić na zaprojektowanym stanowisku (wydrukowałam specjalnie na tę okazję 120 talii), żeby rozruszać publiczność pod 10 krzesłami przykleiłam talie, więc kilku szczęśliwców mogło je zgarnąć za darmo.

Żeby tego było mało! Na koniec jeszcze pojawiła się seria pytań, a że sama byłam prowadzącą stworzyłam Avatara, który zadawał mi pytania.

Jak poszło? Kolejna seria porażek.

Wykład spotkał się ze sporą krytyką, usłyszałam, że to lanie wody a moje slajdy to wodotrysk.

Avatar w trakcie zadawania pytań zaciął się, więc wyszedł komicznie, co oczywiście obróciłam w żart, ale chyba wtedy tylko mi było do śmiechu.

W trakcie dwóch dni konferencji nie sprzedała się ani jedna talia Futuro, a ja utopiłam na jej druk kolejne pieniądze, bo byłam pełna nadziei, że przy ponad 2 000 gości sprzeda się chociaż połowa nakładu.

Prowadzenie całej konferencji też było dla mnie ogromnym wyzwaniem, miałam dostęp na żywo do wszystkich komentarzy i wyobraźcie sobie, że zaraz po tym jak czytacie falę hejtu na swój temat musicie stanąć na scenie i udawać, że nic się nie stało.

Bardzo ciężko mi szło wprowadzanie gości do ich wykładów, na scenie było bardzo złe nagłośnienie, więc praktycznie nie miałam możliwości poprowadzenia dyskusji bo nie słyszałam co do mnie mówią.

Wszystko odbiło się na mnie rykoszetem, w ankiecie podsumowującej wylało się na mnie kolejne wiadro pomyj.

Przeczytałam, że jestem rozenergetyzowana, zbyt charyzmatyczna, że zbyt głośno mówiłam, w odpowiedzi na pytanie “co było najgorszym punktem tej konferencji” usłyszałam, że była to ja.

EFEKT KULI ŚNIEŻNEJ

A to wszystko to był dopiero początek. Po konferencji odszedł ode mnie pierwszy pracownik. Przesunął się o kilka miesięcy start dużego projektu, więc razem z nim moje finanse.

Po szybkiej kalkulacji okazało się, że muszę ciąć koszty jak tylko się da, żeby przetrwać.

Musiałam więc podjąć decyzję o pożegnaniu się z kolejnym pracownikiem oraz rezygnacji z biura. Straciłam praktycznie wszystko na co pracowałam, jeszcze wszystko to było przykryte bardzo ciężką falą hejtu, która ciągnęła się za mną jeszcze długi czas.

Przez chwilę myślałam, że to koniec.

EVIVA ESPAÑA

Nieoczekiwaną zmianą wydarzeń było zaproszenie do Madrytu, do którego leciałam pod koniec czerwca na zaproszenie El Pais. Lecąc tam nie zdawałam sobie sprawy ze skali tego wydarzenia.

Przed wylotem pamiętam sprawdzałam jeszcze jak dojechać na miejsce do hotelu autobusem, bo nie miałam kasy na ubera.

Na miejscu okazało się, że czeka na mnie kierowca, który zawiózł mnie do hotelu w centrum, następnego dnia rano zawiózł na miejsce wydarzenia, gdzie poznałam cały zespół i zrobiłam próbę techniczną.

Okazało się, że moja prezentacja to Keynote otwierający, a podczas rozmów na afterparty dostałam bardzo ciepłe przyjęcie, a jedna Pani powiedziała nawet “you are the reason I came here”.

Zupełnie inny obrót sprawy po tym co spotkało mnie w Warszawie. Następnego dnia podsumowanie mojego wykładu trafiło do gazet i było dystrybuowane w ponad 500 000 egzemplarzach w całej Hiszpanii.

Szybko zrozumiałam, że nie można wszystkich zadowolić i zmuszać ich na siłę do zmiany oraz świadomego podejmowania wyborów. Niektórzy muszą do tego dojrzeć.

Dlatego ważne jest do kogo się mówi, trzeba znaleźć swoją niszę i z nią wejść w dialog •

ROZDZIAŁ #8:
ENERGIA JEST KLUCZEM DO WSZYSTKIEGO

TY JESTEŚ ENERGIĄ

Budując Radicalzz zawsze chciałam stać gdzieś z tyłu, jako szara eminencja i nie świecić twarzą.

Możecie mi wierzyć lub nie, ale mam duży problem z wychodzeniem na scenę. Moim celem było stworzenie czegoś za czym może bez problemu stanąć duża grupa ludzi. Zrozumiałam, że jest inaczej ponosząc bardzo gorzką lekcję z Tate Modern w tle.

Dostałam zaproszenie na przeprowadzenie warsztatów w ramach programu Tate Exchange.

Chyba marzenie każdego, warsztaty w Tate. Bilety zabookowałam z odpowiednim wyprzedzeniem, planując kilkudniowy pobyt na miejscu. Niestety kilka dni przed wyjazdem okazało się, że warsztat zazębi się z przeprowadzeniem badań dla jednego z moich klientów.

Jednym z rozwiązań było zabookowanie biletu i powrót tego samego dnia, jednak ceny okazały się tak masakryczne, że po prostu nie było mnie na to na ten moment stać.

Szybko zaczęłam szukać rozwiązania jak inaczej do tego podejść. Przypomniało mi się, że w Londynie siedzi moja dobra znajoma, z którą próbowałyśmy coś kiedyś wspólnie razem zrobić. Pomyślałam, że będzie idealna do przeprowadzenia takiego warsztatu. Została więc jeszcze jedna kwestia, jak szybko przetransportować karty Futuro do Londynu? Kurier odpada, mój przyjąć przesyłkę do 12 żeby dać gwarancję dostawy na następny dzień.

Co więc zrobiłam?

Ubrałam się i pojechałam na lotnisku szukać lotów do Londynu. Nikt nie zgodził się wziąć ode mnie paczki, głównie ze względu na to, że nie wie co jest w środku (a będąc przezorna przygotowałam ją w przeźroczystym pudełku, żeby pokazać, że w środku są jedynie karty). Prosiłam podróżnych, obsługę, znalazłam nawet jedną stwardesę. Opisałam cały problem, niestety nie udało mi się znaleźć nikogo.

Co więc zrobiłam?

Przez noc zdigitlizowałama Futuro, tak żeby uczestnicy mogli z niego korzystać w wersji mobilnej. Wszystko opisałam krok po kroku mojej znajomej, żeby nie miała problemu z przeprowadzeniem warsztatu

Na miejscu wszystko przebiegło zgodnie z planem. Sytuacja uratowana! Tak przynajmniej myślałam. Założyłam, że skoro pojawią się na miejscu karty Futuro a razem z nimi moja znajoma, cel został osiągnięty.

Następnego dnia dostałam maila od zespołu z Tate Exchange, który był 'confused' dlaczego nie pojawiłam się tam osobiście. W całym tym pędzie zapomniałam, że mogę ich poprosić o pomoc, ale to co mnie najbardziej zabolało to, że oni po prostu chcieli mnie poznać.

Płakałam pół nocy.

I to był moment w którym zrozumiałam, że muszę stać twarzą i murem za tym o czym mówię. Nie mogę być szarą eminencją gdzieś z boku, tylko bronić i walczyć o to co mam do powiedzenia.

Rewolucja potrzebuje osoby, która ją poprowadzi i się jej całkowicie poświęci, a ja jestem na to gotowa •


ROZDZIAŁ #9:
REWOLUCJA WŁAŚNIE SIĘ ROZPOCZĘŁA

DO SPRAWY PODCHODZĘ RADYKLANIE

Przez ostatnie dwa lata przeżyłam ogromną liczbę porażek, ale z każdej z nich wyciągnęłam lekcję.
Poświęciłam się w całości temu co robię, zrezygnowałam ze swojego poprzedniego życia. Wszystkie te doświadczenia zahartowały mnie jak stal, nie boję się nikogo i niczego. Jestem gotowa, aby iść pod prąd i zamieniać precedency w paradygmaty.

Zrezygnowałam ze wszystkich proejtków komercyjnych, głównie po to aby skupić moją uwagę na jednym celu - walce z systemem. Kiedy Twoja uwaga jest rozproszona jesteś jak słońce, które delikatnie muska ciepłem. Ja chcę być laserem skupionym na jednym celu, który ma taką siłę, że wypala dziury.

Good bless the revolution •